Część pierwsza – Rozdział drugi – Tata?

“Kto tam?” zapytałem ponownie, ponieważ nie usłyszałem żadnej odpowiedzi. Cisza tylko tyle. “Puk…puk.” kolejne pukanie. Nie odważyłem się podejść bliżej. Prawdopodobnie była to ostatnia rzecz, którą chciałbym zrobić, po tym wszystkim, co wydarzyło się do tej pory. Białe drzwi uchyliły się, przypominając odgłos starej szafy, tak jakby była otwarta pierwszy raz od dłuższego czasu. Zza nich wyłoniła się postać taty. Cichy, ciepły głos zapytał się mnie czy wszystko jest w porządku. Ja gwałtownie zerwałem się i wskoczyłem w jego ramiona. Łzy poleciały jeszcze mocniej “Tato!” krzyknąłem, a on niby mnie uspokajał, ale jakimś dociekliwym wzrokiem rozglądał się po pokoju. Wydawało się to bardzo dziwne i oschle z jego strony. Fakt nie był osobą, która w jakiś sposób wyrażała uczucia, ale to na co zwróciłem uwagę, było bardzo podejrzane. “Tato co robisz?” Musiałem zapytać “Chciałbym być pewny, że wszystko jest ok!” odpowiedział ostrym stonowanym głosem “Dobra idę!” dodał i odstawił mnie, z powrotem na ziemie zamykając drzwi za sobą. Nie dało mi to spokoju, więc uchyliłem je i zacząłem nasłuchiwać co dzieje się u nas w domu. “Trzask” Usłyszałem stukot rozpadającego się szkła. Nie wiem dlaczego, ale wyszedłem z pokoju, stając się nagle bardziej odważny. Ukradkiem udałem się w stronę salonu, gdzie widziałem tylko zmartwioną postać swojego ojca. Na podłodze po prawej stronie leżała rozbita butelka alkoholu. “Stop” pomyślałem “Przecież on nie pije aż tak?” Kolejne pytanie pojawiło się w mojej głowie. Nie wiem, ile zdążył wypić, ale nie zdążyłem wyczuć ani trochę specyficznego zapachu, w trakcie kiedy byłem wtulony w jego ramiona. “Dlaczego?!” Krzyknął, upokorzonym głosem. Rzucił kryształową szklankę, naprzeciwko siebie. Widać tu było rozpacz, złość, zmieszanie i nie żebym rozumiał te słowa do końca, ale nie czuł się najlepiej, więc odważyłem się podbiec do niego. Nieoczekiwanie uderzył mnie gwałtownie, zamaszystym ruchem prawej reki. Zabolało, gdyż trafił mnie z całej siły w ramie. Siłę zbudował, ciężko pracując. Nie wiem, dlaczego to zrobił. Dlaczego zepchnął mnie na podłogę, co odczułem, w kilku miejscach, obijając kolana, łokcie i dłonie. Nie zdążyłem się rozpłakać, gdyż ujrzałem dwie postacie stojące obok taty “Pójdziesz z nami” oboje równo powtórzyli te same słowa takim policyjnym głosem. Siłą, wyciągnęli go z fotela i ciągnęli w kierunku drzwi wejściowych. Ja wstałem, bez żadnej łzy patrząc się, na to co się dzieje.

Może to była chwila, żeby dorosnąć. Obaj ubrani byli w czarne garnitury, jak mniemam byli to już starsi panowie. Białe koszule i naprawdę świecące czarne buty. Skarpetek nie zauważyłem, ale kto by interesował się skarpetkami w danym momencie. Obaj mieli czarne włosy silne, lecz szczupłe ciało, ale jeden z nich miał okulary tak samo czarne jak garnitur. “To on!” wspomniał ten bez okularów, który spojrzał się na mnie jako pierwszy. Ten drugi od razu skierował się do mnie i tak jakby przyspieszając kroku, upadł nagle na podłogę “Przepraszam!” “Biegnij i znajdź mamę!” “Wybacz!” Nagle krzyknął ojciec. Podstawił lewą nogę, tej czarnej upadającej postaci. Nie myślałem dużo i udało mi się wybiec na zewnątrz. Niezatrzaskująca drzwi wejściowych ujrzałem jasny błysk i słyszałem krzyki taty. Spojrzałem także na numer 44 przyczepiony do drzwi. Nie przebiegałem przez ruchliwą ulicę. Rozejrzałem się w lewo i prawo. Na lewo ciągnęła się ulica, aż do parku, który rozkwitał bujną zielenią. Ale pogoda nie sprzyjała, żeby biec w tamtym kierunku. Padał lekki deszcz, na niebie pokazywało się słonce pomiędzy chmurami, a przy ulicy co jakieś 10 metrów stała wielka latarnia, lampa oświetlająca teren nocą, pokazując drogę przechodniom. Nie były one zapalone, a samo miejsce niczym nie przypominało alejek ze sklepami, które można było zobaczyć z mojego okna z drugiej strony budynku. Nagle słonce zrobiło swoją robotę i rozproszyło chmury, rozpogadzając się w krótkim czasie. Spojrzałem się na nie rozkojarzony, było ono tak piękne, złociste, błyszczące, że o mały włos zapomniałbym o mojej ucieczce. Wracając na ziemie, przy każdej lampie było trochę zieleni, aczkolwiek nie wiele w porównaniu do tego co było widać w oddali. Skręciłem w lewo, gdyż podobnie ustawione lampy przecinała mała uliczka. Poczułem, że mógłbym się tam schować i przeczekać, czekając na rozwój wydarzeń. Wbiegłem tam, gdzie nie było nic oprócz zaparkowanych przy drodze, kolorowych samochodów. “Bang” “Uważaj mój drogi” usłyszałem, rozbijając się o nie znajomą postać. Objęła mnie, uciszając, a ja w mgnieniu oka wpadłem w szał. Zacząłem bić, kopać po nogach, uderzać w brzuch. Po prostu emocje wzięły kontrole nad rozumem, a ja bałem się coraz bardziej. “Spokojnie” nieznajoma postać odezwała się ponownie. Ja podniosłem głowę do góry i ujrzałem staruszka z długą brodą. Wśród włosów na twarzy poznałem zarysy osoby, którą skądś już znam. “To pan!” krzyknąłem, ujrzawszy czerwoną puszkę, w jego prawej dłoni. Staruszek uśmiechnął się “Poznajesz młodzieńcze?” zapytawszy się, skierował ku mnie ten charakterystyczny przedmiot, który ścisnąłem mocno obiema rękami. Otworzyłem ją i zacząłem pić gwałtownie, aż napój ten, chlapał na wszystkie strony. Nie zdziwiło mnie to, że obok przebiegł chłopiec i pewnie został ochlapany, ale zniknął tak szybko, tak jakby mnie nie zauważył. Może po prostu gdzieś się spieszył. “Spokojnie a jakby co mam więcej” dodał nieznajomy, a na mojej buzi wrócił spokój, połączony z uśmiechem. Staruszek miał energie, chociaż swoje lata też już musiał mieć. Skóra była pomarszczona, płaszcz czy też kapelusz szary, ale na pewno nienowy. Zniszczenia, taj jakby ktoś go szarpał, na co wskazywało mnóstwo dziur. Brązowe spodnie i białe buty, nie pasowały zupełnie do całej reszty. Gust to musiał mieć po mnie, albo ja po nim. Pomyślałem tak nagle, ale nie pozwoliwszy mi, długo na siebie napatrzeć się złapał mnie za rękę. Puszka upadła na ziemie, a my ruszyliśmy w głąb uliczki. “Stój!” krzyknąłem, ale on nie zatrzymywał się i dotknąwszy ściany, coś zatrzęsło się i uchyliły się wcześniej niewidoczne drzwi. Podobne do moich, ale miały one tylko jedną czwórkę, a nie dwie tak jak u mnie. Przyglądając się nim, były dosłownie takie same. Za drzwiami ciągnął się zimny, murowany korytarz.

Szliśmy przez niego chyba całą wieczność, ale na pewno z kilka minut. Doszliśmy do pomieszczenia, gdzie przy biurku, takim dębowym siedziała starsza kobieta, o błękitnych włosach. Chyba to, u niej było najbardziej charakterystyczne. Przesuwała lekko, a nawet poprawiała czerwone okulary. Uśmiechnęła się do nas “To on?” zapytała dziadka, a on przytaknąwszy, skierował wzrok dalej, na ścianę, przy której znajdowały się 3 pary drzwi. Każde z nich zbudowane z takiego samego materiału jak biurko. Zauważyłem także takie same, nieprzezroczyste szklane szyby. Błyszczały tak, jakby dzisiaj były umyte, specjalnie dla mnie, na moje przybycie. Wspomnieć można także o złotych klamkach, odbijających cudowny blask na podłodze, wyłożonej granatową wykładziną. Tylko sufit i ściany były klasycznie białe. Na suficie zaś wisiała lampa, tak samo pięknie pozłacana, jak wcześniej wspomniane klamki. “Chłopcy w domu?” zapytał się staruszek i po uzyskaniu pozytywnej odpowiedzi ruszył powolnym krokiem, w kierunku drzwi umieszczonych po lewej stronie. Weszliśmy do środka i oczom nie mogłem uwierzyć, w to co zobaczyłem. Przeróżne gry komputerowe, porozrzucane po prostu wszędzie. Konsole, kilka telewizorów płaskich na ścianach. Ściany były wytapetowane plakatami, związanymi z grami. Na podłodze zobaczyłem mnóstwo czasopism komputerowych, a spojrzawszy w lewo, dwa wielkie fotele. Dwa monitory naprzeciwko, a na nich samochody jadące w tym samym momencie. I jakieś tajemnicze postacie, siedzące na tych brązowych fotelach. “Tomek, Wojtek, wystarczy!” chłopcy odwrócili się, synchronicznie przekręcając fotele i wyłączyli gry w tym samym momencie. “Tak jest!” odpowiedzieli równocześnie, lecz każdy z nich innym głosem. Zabrzmiało to nawet zabawnie “Czy wy tak zawsze?” zapytałem się chłopców “Czemu pytasz?” Odpowiedź znowu zabrzmiała na dwa głosy. Jeden z nich był łysy, tak po prostu nie miał włosów na głowie. Na nosie miał okulary. Drugi zaś nie miał okularów, a jego błyszczące blond włosy, były tak samo długie, jak promienie słońca, które wcześniej widziałem. “Chcesz z nami pograć?” Odezwali się i nagle odwrócili się z powrotem i wrócili do gry. Każdy ruch samochodu był identyczny “Dlaczego?” pomyślałem “Nie obawiaj się” Starszy człowiek odezwał się do mnie, opierając lewą rękę na moim prawym ramieniu. “Opowiem ci historię, o chłopcach co kiedyś, nie do końca byli grzeczni” Uśmiechnął się. “Tomek i Wojtek byli chłopcami tak jak każdy z nas. Mieszkali w domu naprzeciwko siebie i spotykali się często na podwórku, na trzepaku pod gwieździstym niebem. Niestety pewnego dnia coś się stało i rodzice zakazali im się spotykać. Coś złego musiało się przydarzyć, gdyż rodzice zmienili zdanie w stosunku do ich przyjaźni, przez jedną noc. Wtedy to mając koszmary, ukazała im się straszliwa postać człowieka w kapturze, który zabrał im oboje dzieci za kare, że sprzeciwili się jego woli. Za wszelką cenę chcieli tego uniknąć. Pewnego dnia chłopcom udało się uniknąć uwagi rodziców i wyruszyli, na poszukiwania czegoś, co było im zakazane. Młodzieńcze nie mogę ci więcej powiedzieć, bo nie jesteś jeszcze na to gotowy” Nagle dziadek posmutniał i zamilkł.

Może i byłem ciekawy i wściekły, że nie do końca rozumiem tej historii, ale uwierzyłem w to. Co jak co znikające drzwi w ścianie, pokój gier i cała historia taty już jakoś dała mi dużo do myślenia. “Kontynuując” zdecydował się opowiadać dalej “Chłopcy zrobili coś bardzo strasznego, bo ukradli temu zakapturzonemu panu statuetkę i rozbili ją, uciekając przed nim. To jest jeden z powodów, za co zostali ukarani tym, że robią wszystko w tym samym momencie” westchnął “Zaopiekowałem się nimi” dodał, a mnie zaciekawiła jego osoba. “Kim Jesteś” zapytałem się i spojrzałem mu prosto w oczy. “Twoim przyjacielem” tylko tyle usłyszałem, co nie dawało mi spokoju. Ale już wtedy wiedziałem, że czeka mnie długa i piękna przygoda. “Puk, puk” uchyliły się drzwi do pokoju chłopaków. Zza nich wychyliła się malutka postać. Postać dziewczynki o długich blond włosach, ubranej w zieloną sukienkę. Chichocząc, zarumieniła się gdy zauważyła, że wzrok skierowaliśmy w jej kierunku. “Gdzie idziesz!” Nagle potężna, ale kobieca dłoń wkroczyła i zabrała, młodą damę z pokoju, zatrzaskując drzwi. To na pewno była pani zza biurka, ale zdziwiło mnie, że tak dużo tutaj dzieci. Czyżbym miał pozostać kolejnym, który tutaj zostanie? Zszedł mi uśmiech z twarzy, a starszy wyprowadził mnie z pokoju. Nikogo już nie było przy biurku. My zaś skierowaliśmy się, do drzwi po prawej mijając te po środku. Pokój ten był dużo mniejszy, ale była w nim malutka kuchnia. Coś w stylu tego co posiadałem w wynajmowanym mieszkaniu. To było po prawej stronie pokoju. Po lewej zaś była mała łazienka o białych ścianach i kafelkach w tym samym kolorze. Był tam prysznic i umywalka ze srebrnymi elementami, takimi jak kran czy kurki do cieplej i zimnej wody. O niebo lepsza niż w moim domu. Wyglądała, tak jakby nikt jej nie używał. Na środku pokoju stało łóżko. Zdecydowanie mniejsze niż moje. Biel przeważała nad wszystkim, wliczając prześcieradło, kołdrę, poduszkę. Niestety zdziwił mnie fakt, że nie było tutaj żadnego okna. “Połóż się i odpocznij” wspomniał staruszek i wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi. Nie zdarzyłem się położyć “puk, puk” “kto tam!” głośno się odezwałem, a do pokoju zajrzeli chłopcy, których wcześniej poznałem “To ja” odezwali się jak zwykle jednocześnie “Czy to naprawdę ty?” znowu podnieśli głos. Zdziwiłem się i zapytałem, o co chodzi “Pokaż dłoń!” krzyknęli równocześnie, a ja wysunąwszy moją prawą dłoń, pokazałem swoją bliznę. Taki zarys w kształcie łuku, który posiadałem od zawsze, a rodzice nie wspomnieli, skąd ona się wzięła. To był wypadek, tylko tyle zdołałem się dowiedzieć. Jak już próbowałem, jeszcze raz zapytać się chłopców, o co chodzi, nagle pojawiła się postać zza biurka, która zabrała ich do pokoju. Nie zamknęła drzwi za sobą, a ja wyjrzawszy przez szparę, zobaczyłem tylko ją i starca, szepczącego coś do siebie. Zmęczenie wygrało z ciekawością, a ja wróciłem do łóżka i zasnąłem szybciej, niż o tym pomyślałem.

WRÓĆ 2 – DALEJ

Dodaj komentarz